Pasje

Start z Pasją: Postcrossing

Wrzesień 26, 2016

Dziś w cyklu „Start z Pasją” Właścicielka sklepu pracowniapocztowek.pl – Marta Dyląg, która opowie nam o projekcie Postcrossing =) Zapraszamy;

Gdybym miała wskazać jeden moment, w którym narodziła się moja pocztówkowa pasja, nie potrafiłabym tego zrobić. Najwcześniejsze, najbardziej wyraźne wspomnienie pochodzi z czasów, gdy wraz z Rodzicami jeździłam co roku nad polskie morze. Za każdym razem moja Mama kupowała kilka pocztówek, wypisywała na nich „serdeczne pozdrowienia znad morza” i pilnowała, byśmy się razem z Bratem ładnie (choć wtedy jeszcze trochę krzywo) podpisali. Pocztówki te wędrowały obowiązkowo do naszych Dziadków i do przyjaciółki Mamy jeszcze ze szkolnych czasów.
Właśnie ta przyjaciółka jest w tym momencie jedyną osobą, która wciąż regularnie przesyła mojej Mamie życzenia na pocztówkach – Wielkanoc i Boże Narodzenie to minimum. Poza tym wśród mojej rodziny zostałam ostatnią osobą, która się jeszcze w to bawi 😉

Z czasem zaczęło mi się podobać to wysyłanie pocztówek z wakacji, a jeszcze bardziej – ich otrzymywanie. Dlatego rozpoczęłam wśród swojej rodziny i znajomych ze szkoły kampanię, mającą na celu zapewnienie mi stałego pocztówkowego dochodu 😉 Udawało się to raz lepiej, raz gorzej. Czasem ktoś zapomniał w ogóle o sprawie, a czasem kupionej kartki nie wysłał i dostawałam ją do ręki. Ten ostatni sposób preferował zwłaszcza mój Wujek, który swego czasu bardzo dużo podróżował po świecie w związku ze swoją pracą. Dzięki temu mam wiele pocztówek z bardzo egzotycznych miejsc, ale na żadnej z nich nie ma pozdrowień, żadna nie jest podpisana. I jakkolwiek cieszy mnie, że Wujek o mnie pamiętał, to jednak czysta pocztówka nie sprawia mi takiej radości, jak taka z chociażby krótką wiadomością.

Gdy uświadomiłam sobie, że jednak moi znajomi i rodzina to trochę za małe pole do rozwijania kiełkującej pasji, usłyszałam o projekcie Postcrossing. W skrócie polega on na tym, że wysyła się pocztówki do losowych osób ze świata, po czym otrzymuje się pocztówki od zupełnie innych, również losowych osób. Wystarczy zarejestrować się na oficjalnej stronie internetowej i na dzień dobry otrzymuje się pięć adresów, pod które należy wysłać pocztówki. W chwili, gdy dana pocztówka dotrze do adresata, nasz adres trafia do nieznanej nam jeszcze osoby i pozostaje nam czekać na pocztówkę – niespodziankę od niej. I nie są to tylko widokówki z miejsca zamieszkania, ale też przeróżne serie z ilustracjami, ze zwierzętami, z kulinariami, z reprodukcjami plakatów… Choć zdarzają się też „perełki”, które – moim zdaniem – trafiły na pocztówkę przez dużą pomyłkę 😉

Z myślą przyłączenia się do tego projektu nosiłam się dobre kilka miesięcy. W końcu przyjaciółka, która już brała w tym udział, posadziła mnie przed komputerem, kazała się zarejestrować i przypilnowała, bym posłała w świat pierwsze pięć pocztówek. Jak słusznie przewidziała, przepadłam bardzo szybko i kilkuletnia znajomość z Postcrossingiem zaowocowała kolekcją ponad 200 pocztówek z całego świata. Pierwsza pocztówka, jaką otrzymałam, przywędrowała do mnie z Chin i przedstawiała tradycyjny sposób bindowania książek. Wiedziałam wtedy, że jej nadawca przed wysłaniem spojrzał na mój profil na stronie projektu i doczytał, że zamiast klasycznej widokówki wolałabym pocztówkę bardziej “artystyczną”. Dlatego też podczas uzupełniania swojego profilu warto podać swoje pocztówkowe preferencje, ale też trzeba liczyć się z tym, że nie wszyscy mają możliwość dobrania czegoś idealnego. Ale to też część uroku Postcrossingu – niespodzianka, nawet jeśli nie zawsze trafiona 😉

Przygodę z Postcrossingiem zaczęłam mieszkając już w Krakowie, więc większość pocztówek, które wtedy wysyłałam, to widoki mojego miasta. Ale także zwierzaki – tych nazbierałam mnóstwo jeszcze w czasach, gdy w nadmorskich straganach królowały przesłodzone do bólu kartki z kotkami, a ja kupowałam je garściami. Ale im więcej pocztówek wysyłałam, zaglądając wcześniej na profile i życzenia adresatów, tym bardziej byłam pewna, że widokówki z Krakowa to za mało. Wychodząc więc z założenia, że skoro czegoś nie ma w sklepach, to na pewno będzie w internetach, ruszyłam na poszukiwania sklepów internetowych z pocztówkami. I znalazłam… trzy. Tylko trzy polskie sklepy internetowe z pocztówkami. Od tamtego czasu – a było to kilka lat temu – pojawiły się trzy kolejne. Jeden dzięki wsparciu pasjonatów przez portal Polak Potrafi, a dwa już w sposób niezależny. Dla porównania: w Rosji takich sklepów internetowych jest przynajmniej 50 – a w każdym razie taką właśnie listę znalazłam na oficjalnym forum Postcrossingu. I tak, sprawdziłam, wszystkie te sklepy działają. Jest kilka ogromnych, wiele mniejszych, ale są.
Akurat dla mnie język rosyjski nie był przeszkodą, gdyż zaczęłam się go uczyć jeszcze na studiach, więc bez większego namysłu sprawdziłam te najpopularniejsze wschodnie sklepy. Na przesyłki trzeba było trochę czekać, ale efekt był wielce zadowalający! W końcu mogłam wysyłać pocztówki z książkami, kotami, rysunkami, malunkami, słodyczami…


I gdzieś w tym wszystkim narodziła się myśl: właściwie dlaczego mamy tak niewielki wybór polskich pocztówek? Przecież Postcrossing w Polsce ma się bardzo dobrze – na oficjalnej stronie tego projektu jest zarejestrowanych prawie 29 000 użytkowników, którzy wysłali już ponad milion pocztówek! To naprawdę dużo, a przecież sklep internetowy może dotrzeć też do mieszkańców innych krajów. I wtedy zaczęłam poważnie zastanawiać się nad dodaniem do swojej pasji także części biznesowej. Na co dzień pracuję jako grafik komputerowy, lubię się z fotografią, od ponad ośmiu lat prowadzę blog, więc język komputerowy mi nie straszny… to właściwie dlaczego by nie spróbować?

Po tej myśli pojawiły się działania: przeglądanie zdjęć, poszukiwania drukarni, przygotowywanie pierwszych projektów, wymyślanie nazwy, logo… Ułatwieniem dla mnie było to, że miałam już grupę ludzi, na której mogłam “przetestować” swój pomysł: byli to znajomi z polskiego forum postcrossingowego, z którymi wymieniłam już wiele pocztówek, a z niektórymi spotkałam się także na żywo. I to właśnie im przedstawiłam pierwsze projekty już gotowych, wydrukowanych pocztówek. Odzew był pozytywny, pojawiło się też wiele konstruktywnych uwag, dzięki którym mogłam dopracować swój pomysł jeszcze przed oficjalnym startem. To właśnie dzięki sugestiom ludzi z forum na nowo podjęłam poszukiwania drukarni, która byłaby w stanie zrobić to, czego ja chciałam, a inni oczekiwali: wydrukować pocztówki na papierze, po którym będzie się dało pisać piórem. Okazało się to bardzo istotnym, ale też niełatwym do uzyskania aspektem, na szczęście ostatecznie poszukiwania się udały. Dzięki temu nie obawiam się teraz zachwalać świetnej jakości moich pocztówek 🙂

Pracownia Pocztówek oficjalnie ruszyła w październiku 2015 roku i od tamtego czasu przeszła sporo zmian. Nie od razu miałam działający sklep internetowy, a nawet gdy już go postawiłam, to nie byłam zadowolona z efektu końcowego. W maju tego roku przeniosłam się na inną platformę, a w lipcu diametralnie zmieniłam wygląd sklepu… i w końcu jestem z niego zadowolona 😀

Przekształcanie swojej pasji w biznes jest moim zdaniem równie ciekawe, co ryzykowne. Faktem jest, że odkąd na poważnie wzięłam się za przygotowania do otwarcia sklepu, liczba wysyłanych pocztówek spadła praktycznie do zera. Wieczorami, zamiast wypisywać pocztówki do znajomych i nieznajomych, projektowałam własne, próbowałam nie walić głową w biurko, gdy jakiś kawałek kodu w sklepie psuł mi całą koncepcję, trzęsłam się nad każdym firmowym papierkiem, żeby przypadkiem się nie pomylić przy księgowaniu… Najadłam się sporo stresu, ale z czasem było go coraz mniej. A może raczej zaczął coraz wyraźniej przegrywać z radością, jaką sprawiały mi kolejne zamówienia i pozytywny odzew od osób, które te zamówienia już otrzymały. Któregoś dnia znajomy z forum odesłał mnie do oficjalnej strony projektu Postcrossing i pokazał, że moja pocztówka trafiła aż do Japonii! Inna do Niemiec, jeszcze inna do Holandii, kolejna do Włoch, do Singapuru, do Turcji… Moja radość i duma były przeogromne 😉

Teraz, kiedy już rozwiązałam większość technicznych problemów, a sklep działa jak należy, wreszcie zamierzam się porządnie przyłożyć do tworzenia nowych, ciekawych projektów. Szukam ilustratorów i fotografów, z którymi mogłabym nawiązać współpracę, wymyślam nowe grafiki na pocztówki, sprawdzam inne materiały, a także zastanawiam się nad przygotowaniem oferty akcesoriów, które pozwolą upiększać rewersy wysyłanych pocztówek. Pomysłów mam wiele, a zapał do ich realizacji wzrasta z każdym pozytywnym słowem tych, którzy już mieli w rękach pracownicze pocztówki. I w końcu wróciłam również do tego „niekomercyjnego” wymieniania się pocztówkami, czyli do mojej pasji, dzięki której tak wiele zyskałam. Spróbujcie sami: wyślijcie bez okazji pocztówkę do niczego nie spodziewającego się przyjaciela, a gwarantuję, że będzie mile zaskoczony 🙂

 

FacebooklinkedinFacebooklinkedin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *